Z dziennika pianistki

Traktuję Cię instrumentalnie.

Przepraszam kochanie,

że zajmuję się tylko twoim ciałem.

Duszę podpalam

nieuwagą,

delektuję się dymem

niewidocznego płomienia

o smaku siarki i taniej szminki

 

 

Namiętność.

Tylko to nas łączy.

Jesteśmy sklejeni ze sobą

na lepkie słowo,

na wosk ze starych urodzinowych świeczek,

na wyrzuconą przed pocałunkiem gumę balonową.

 

Zamykamy się w osobnych ciałach,

w jednym pokoju

gdzieś w przedsionku piekła,

na wertepach porwanej ciszy.

Przerywamy ją

krokiem spłoszonej sarny

i trzaskiem pawich piór o sufit świadomości.

 

Chcę być twoja, ale odejść

spod twojego czarnego skrzydła.

Uciec

od strun twojego dziwnego charakteru.

 

Kim jesteś?

Moim Romeem?

Czy fortepianem

Co tak przypomina człowieka…?

 

Przepych

Fascynują mnie porażki,

Te momenty kiedy wszystko się wali

Kiedy wszystko na co nas stać

To ta łza w balowej sali

Kiedy wszyscy tańczą wdzięcznie

Piękne panie i dostojni panowie

Ubrani i umalowani nienagannie

O kropli słonej nikt się nie dowie

W świecie ludzkiego przepychu wygranej

W wysokich szpilkach i ciasnych gorsetach

Co powiedzą ludzie gdy iluzja zniknie?

Gdy słaby magik pogubi się w swoich sztuczkach?

Wszyscy zniewoleni przez kult sukcesu

A ja lubię porażki, bo nikt ich nie udaje

Błędy są ludzkie, czyż to nie one

Naturalnie czynią kim człowiek się staje?

Ludzie chcą stać w blasku

Więc jak muchy do światła lecą

A potem latają dookoła kryształowego żyrandola

W zamkowej sali krokiem walca się kręcą

Tylko nieudacznicy żebrzą na ulicy

Tylko lenie są biedni

Tylko idioci nam tu usługują

Niech będą w naszym cieniu ludzie nędzni